sobota, 27 sierpnia 2016

Holding the Man

Tytuł oryginalny: Holding the Man
Reżyseria: Neil Armfield
Produkcja: Australia, 2015
Gatunek: melodramat, biograficzny
Dostępność: Netflix

Autobiograficzna historia australijskiej pary, zmagającej się z problemami społeczności gejowskiej na przestrzeni ostatnich dekad.



Depresyjny. Ciężki. Niech Was nie zmyli romantyczny plakat! Ale w kinie katharsis nie przychodzi łatwo. Dobrze jednak jeśli przychodzi w takim stylu.



Gdzie jest problem?!

W trakcie seansu na głos zadałem mojemu partnerowi pytanie „Ale gdzie w zasadzie jest problem tego filmu?” Musiało minąć trochę czasu zanim zorientowałem się, że w filmie żadnego wielkiego problemu nie ma i nie będzie. Ale to nie znaczy, że wieje nudą, a na ekranie panuje beztroska. Przeciwnie. Jeden problem się pojawia, drugi znika, jeszcze inny narasta, ale wcale nie eksploduje. I taka jest właśnie narracja filmu. Dlatego nie przytłoczy nas problem odkrywania seksualności, ani nietolerancji, nawet AIDS. Przytłoczy nas właśnie konwencja zapętlonych i odplątujących się problemów. Przytłoczy nas to, gdy zdamy sobie sprawę, że nasze życie właśnie tak wygląda. Katharsis to nie happy end, katharsis to nie śmierć. Katharsis to ten moment przytłoczenia. Długofalowo oczyszczające.

Caleo i Conigrave…

To teraz pytanie mojego partnera: „Na pewno włączyłeś właściwy film?”. A to reakcja na pierwsze sceny rozgrywające się w estetyce lat 60’. Z naszymi bohaterami będziemy się zakochiwać, poznawać, walczyć, chorować, kochać i nienawidzić. Ich życie za sprawą napisanej autobiografii stanie się na chwilę naszym. Modne ostatnio wypożyczanie życia za pomocą videoblogów (w tym osób z kręgu LGBT) ma tę wadę, że brakuje im właściwego dla upływu czasu dystansu. Spojrzenia mądrzejszego o wrażenia z dnia następnego. Historia tej pary filtrowana była dwukrotnie, ale mimo to jest świeża i wolna od moralizatorstwa. Kino zyskało sięgając po historię autentyczną, po realizm bohaterów i odśrodkową narrację. Tak żeby recenzenci mogli ze spokojnym sercem napisać, że najlepsze scenariusze pisze życie.

…i inni

Na kanwie krótkiego i burzliwego życia partnerów opisana została historia (australijskiej) społeczności LGBT. Ale nie spodziewajcie się, że ich historia służy historii społeczności. Jest zupełnie odwrotnie. Kochankowie są warunkowani przez otoczenie, ale to oni znajdują się w centrum wydarzeń, a to największy atut filmu. Historię LGBT znać wypada. Ale tym razem przypomniano nam, jak bardzo społeczność gejowska targana jest przez różne wiatry historii i jak wiele zależy od miejsca i czasu, w którym żyjemy. Przypomniano o tym, że proste, zwykłe życie geja nie jest do końca możliwe. Że nie płyniemy po szerokich, bliżej nieokreślonych spokojnych wodach, na których czasem wieje silny wiatr – płyniemy przez morze, które uderza w nas falami, a czasem solidnym sztormem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz