sobota, 10 września 2016

Całkowite zaćmienie

Tytuł oryginalny: Total eclipse
Reżyseria: Agnieszka Holland
Produkcja: Wielka Brytania, 1995
Gatunek: romans, biograficzny

Znany poeta przyjmuje pod swoje skrzydła młodego dobrze rokującego artystę.



To film o poetach, choć bardzo poetycki nie jest. Być może trochę. Przede wszystkim to dobre, rzetelne kino i nie ma najmniejszego znaczenia że ma dwie dekady.



…wielką reżyserką jest.

I basta. Agnieszka Holland, bo o niej mowa. Sojuszniczka LGBT niejednokrotnie poruszająca tematykę seksualności w swojej twórczości. Ale nie dlatego jest wielka. Jest dlatego, że robi [bez nielicznych wyjątków] filmy rzetelne i prawdziwe. Robi je przy tym z  dobrym smakiem i wyważeniem. I w jakimś takim stylu, który odchodzi już z kina, ale nie do lamusa. Mamy więc w filmie solidną bazę historyczno-biograficzną i w tej warstwie (dla laika) jest na tyle bezpiecznie, że reżyserce się po prostu ufa, ale mamy też równie solidną bazę emocjonalną, której ufamy równie silnie. Doskonałe kreacje aktorskie, które przekonują nas o realnej możliwości zaistnienia emocji w życiu bohaterów, a także kiedy chcą wiedzą jak wytłumaczyć nam ich życiowe decyzje. A czasem nie chcą – i dobrze.

…wielkim poetą był.

Arthur Rimbaud. I nie ma żadnej wątpliwości, że aby jeszcze lepiej docenić jego twórczość trzeba znać choć trochę realia, w których żył. A także jego romans z Poulem Verlain. Jednak film to nie wieczorek poetycki i  raczej nie powstał w celach edukacyjno-propagandowych. Myślę sobie, że film jest dobrym przyczynkiem, do przeczytaniu paru tekstów, może przed, może po seansie. Albo ich odświeżeniu. Film spotkał się z głosem krytyki, jakoby Holland zamiast prezentować poetycką martyrologię artysty właziła wybitnemu do sypialni. Głupi to argument. To jakby winić Camerona, że nie opowiadał o budowaniu Titanica! Film, nie jest ani stuprocentowym kinem gejowskim, ale też na pewno nie jest filmem biograficznym. Film to okazja do poznania romansu. Jeśli chce się poznać wielkiego poetę to trzeba sięgnąć do wielkiej poezji.

…wielkim romansem został.

Bo jeśli mam już klasyfikować gatunek to najprawdopodobniej zasugerowałbym romans. I fantastycznie, że został zekranizowany. Bo w połowie lat 90’ dał nam nie tylko historię tych dwóch poetów, ale był kolejnym krokiem w kierunku odczarowywaniu hetero-historii. Nie nawracaniu jej na homoseksualną, ale czynieniu jej bardziej prawdziwą. Bo nawet jeśli o romansie się mówiło (zwłaszcza ze względu na losy samych bohaterów) to nadano ich uczuciu nowy wymiar – jakby poetycki. Ich relacja to nie wykroczenie, kaprys, epizod. To historia totalna, kompleksowa i na tyle silnie osadzona w ich życiorysie, że wywierała realny wpływ na twórczość poetów. To ma ogromne znaczenie, ale nie większe niż ich pierwotne emocje, które na wielkim ekranie po prostu dobrze się ogląda. 

1 komentarz:

  1. Zawsze lubię zobaczyć dobry film, podpowiedzi zawsze sprawiają że można natrafić na coś interesującego.

    OdpowiedzUsuń